To było przerażające, a za razem
dziwne. A z resztą moje życie nigdy nie było normalne. Jechałam akurat ze szkoły,
moje oczekiwania nie były zbyt wyszukane, „jak przyjadę to coś zjem, pooglądam
telewizję i pojadę spać.” Nagle autobus zahamował ja się ocknęłam, nikt nie
wiedział co się dzieje. Przed pojazdem ukazała się jadąca karetka na sygnale… i
nagle poczułam coś dziwnie strasznego. Czułam jak we mnie wstępuje jakieś
uczucie, bardzo rzadko spotykany u mnie niepokój, ból, które nie były w cale moje…
Ktoś
umiera. Potrzebuje pomocy. Chwilę później odwiedził mnie grobowy spokój,
moment uspokojenia, ukojenia. Po dwóch sekundach kierowca karetki wyłączył koguty i sygnał, zwolnił. Płacząca,
przerażona kobieta wybiegła z niej. W głębi pojazdu ukazał się leżący człowiek.
I w tedy wszystkie wspomnienia, zaczęły mnie nachodzić, ale były one niezwykłe;
wszystkie ukazywały kogoś, kto umiera, odchodzi, gdy cierpi, a potem czuje się
niebiańsko dobrze, nic mu nie jest, tylko przez krótką chwilę prosi; prosi o …
wybaczenie. Każdy człowiek przeżył w życiu coś, czego nie chce powtarzać, a ja już
wiem co to będzie, na pewno to o czym opowiadam.
_______________________________________________________________________
Wiem, że straszne :D
Pozdro&Ciao