piątek, 14 marca 2014

Masochistyczna strona Tasiorka, czyli każdy ma prawo do załamania...

Bądźmy szczerzy, każdy z nas ma chwilę zwątpienia. Każdy chociaż raz zastanawiał się co robi w miejscu, w którym właśnie stoi. Dokąd zmierza w życiu. Na cholerę jego marne istnienie. Po co jesteś...
Znasz ten moment, kiedy kończą się łzy? Gdy płaczesz tak długo, że pozostało ci tylko ciche łkanie? Gdy po podsumowaniu swojego życia stwierdzasz, ze jesteś niczym...?
I ten paskudny moment, kiedy uświadamiasz sobie, że jesteś beznadziejny, bo wymyślasz sobie jakieś problemy? Bo przecież inni mają gorzej.
Gdy tworzysz w głowie idealne wspomnienia, idealne rozmowy. Idealny świat, który nie istnieje. I wtedy mówisz sobie 'jesteś żałosny'. Jeśli tak, to brawo. Nie jesteś sam, chociaż się tak czujesz. Umiesz się do tego przyznać. Chociaż przed samym sobą.
Masz wszystko, a jednak jesteś perfidnie pusty. 
I przypominasz sobie to wszystko, o czym chcesz zapomnieć. I masz dosyć. Masz ochotę zrobić sobie krzywdę, bo jesteś bezsilny. Nic nie możesz. Nic nie znaczysz...
Gdy masz tyle przytłaczających myśli, a jesteś tak cholernie nieufny, ze nie umiesz się nikomu zwierzyć. To wszytko się w tobie kotłuje. Emocje, historie, wspomnienia, koszmary.
Masz dosyć.
Chcesz się tylko wtulić i zasnąć. Na długo. Może nawet na zawsze. o tak byłoby łatwiej i lepiej. Dla wszystkich.
Bezradność cię wykańcza.
Jedyne czego pragniesz to wleźć pod jakiś koc i zrobić z siebie burrito nieszczęścia.
Gdy codziennie rano, gdy patrzysz w lustro widzisz ciało, które nigdy nie będzie idealne. Ciało, które jest pozostałością po mieszkaniu wiecznie szczęśliwej duszy. I próbujesz zdobyć się na uśmiech. Musisz być silny dla świata. Dla siebie-niekoniecznie.
   


                                                                                                   Wasz Tasiorek

Czy ktos widział Tasorka? Co sie z tym głąbem dzieje?!



Macie troszkę tego, co się ze mną dzieje. 
Przepraszam, że nie pisze, ale muszę trochę poukładać sobie niektóre rzeczy, a przede wszystkim siebie. Tak, poukładać i uporządkować, a nie schować wszystko pod łóżko.
Bo wiecie, coś co wsadzicie w ciemny zakamarek w rzeczywistości nie zniknęło. Ono tam jest, więc radzę się za to wziąć, bo zacznie ewoluować i WRÓCI. Nawet jeśli zagrozicie mu Bieberem.



Pozdro&Ciao~Wasz Tasiorek

niedziela, 26 stycznia 2014

ROZDZIAŁ XIII



 Przepraszam, że mało piszę, po prostu nie mam czasu, weny. Ale mam trochę problemów. Mogę się podzielić. 
Dobra, postaram się bardziej... 



ROZDZIAŁ XIII



Siedzieli na podłodze w kuchni oparci o szafki.
-Powiesz w końcu co się stało?
- Zrobiłam coś złego. Bardzo złego. Ale w dobrej intencji- dukała.
- Nie zabiłaś go, bo do mnie dzwonił, więc nie może być aż tak źle.- Max się łagodnie uśmiechnął.- Mała, co się tam działo?- Dziewczyna podkurczyła nogi i schowała głowę.
- Zaczął mnie dotykać, a gdy wyszłam zagroził, że nie podpisze z wami kontraktu.- Chłopak zacisnął szczękę.- Wróciłam. Wiedziałam ile to dla was znaczy. Nie mogłabym wam tego zrobić…
- O czym ty…? Jak on, ciebie, tam…Jak to „NAM nie mogłaś tego zrobić”?
- Cały czas czuję ten jego ohydny oddech, ten paskudny głos. Mam w głowie to, jak mówił, że będę tylko jego, że się o to postara.- Ukryła twarz w dłoniach. Na samo wspomnienie robiło się niedobrze, a co dopiero na żywo!- Max, ja nie dam rady! Nie pójdę tam, nie chcę go więcej widzieć- wyszeptała. Spod mokrych rzęs wypływały kolejne łzy.- Potem powiedział, że to nie jest miejsce  na takie rozmowy i pojechaliśmy do jakiegoś hotelu. Ja nie dałam rady. Myślałam, że odmówi wam przeze mnie. Ale mimo wszystko uciekłam. Max, przepraszam.
- Jane, spokojnie. Już wszystko w porządku. Dobrze zrobiłaś. Słuchaj, mam gdzieś ten pieprzony kontrakt, rozumiesz? TY jesteś najważniejsza, rozumiesz-powtarzał patrząc w zapłakane oczy dziewczyny. Tyle bezsilności w jednym miejscu.
Gdyby teraz mógł pojechać do tego całego Reubena… Ale nie, nie może zostawić jej samej. Nie teraz.
- Jestem beznadziejna. Ludzie nie traktują mnie poważnie. Rozczulam się nad sobą i tak cholernie nie chcę tego robić, a jednak nie umiem przestać. Przecież ludzie mają gorzej, mają gorsze problemy i sobie z nimi radzą. Usuwają je. Zapominają o nich. Ja jestem problemem… Jestem szara, zwykła. Nijaka. Bez smaku. Bez wyrazu.-Bez ciebie dodała w myślach. Zwinęła się w kłębek, ułożyła głowę na jego kolanach, cicho usypiając.

sobota, 11 stycznia 2014

ROZDZIAŁ XII




ROZDZIAŁ XII




-Jesteś boska- krzyknął Warr szczerząc się do Janette.- Mówiłem ci już o tym?! Mówiłem?- powtarzał. Cieszył się jak moher na wyprzedaży różańców.
- Zachowujesz się jak baba w centrum handlowym, gdy są przeceny- zakpił Max.
- Kretynie, będziemy bogaci, rozumiesz?
- Tak, ogarniam- zbył go widząc, że Jane nie kontaktuje.- Mała, żyjesz?
- Jasne. Ja już idę. Mam jeszcze coś do załatwienia.- Wzięła torebkę i wyszła.
- Co jej się stało?- spytał zdziwiony Warren.
- Nie wiem właśnie, ale od tego spotkania z Reubenem taka chodzi. A tak w ogóle to dzwonił, żeby się z nią spotkać, bo jakieś papiery jeszcze musi jej przekazać, a jak zaproponowałem, że przecież któryś z nas może je odebrać, to powiedział tylko, że od tego jest menadżer.
- Wiesz, on chyba wie co robi. A Jane może ma jakiś chwilowy kryzys. Może znowu jej starzy… wiesz o czym mówię. Przejdzie jej. Przecież to Jane. Nasza Jane. Parę dni i po kłopocie, ale fakt, wygląda jak trup. Nie wiem.- Warr przejmował się nią, ale nie aż tak jak Max. Jemu zależało w inny sposób. I to cholernie zależało. A widok cienia pozostałego po Janette przerażał go. Wiedział, że coś się stało. Ale co?

            Siedziała u siebie na sofie. W dłoniach gorąca czekolada, a w głowie wydarzenia z Clinique Cafe. To, co tam się działo i to, co było potem. Coś, czego nie zapomni, coś co wywoływało u niej obrzydzenie. Do samej siebie również.
Dźwięk smsa.
„Mam sprawę. Będę u ciebie za 2 godziny”. Stwierdziła, że musi się przewietrzyć. Wyjść z tych pustych, czterech ścian. „Muszę się przejść. Wpadnę o 18”
            Max właśnie wszedł do mieszkania. Zdążył zdjąć kurtkę, a już po chwili usłyszał pukanie.
- Wiesz, że nie musisz pukać, nie?
- Przyzwyczajenie- mruknęła.- Tak, więc, co to za sprawa?
- Po pierwsze, mogłem przyjść do ciebie. Po drugie, Reuben chce się jeszcze raz spotkać. Ma niby jakieś papiery dla nas i chciał, żebyś je odebrała. Powiedziałem, że na pewno przyjdziesz. W środę.- Jane gwałtownie wyprostowała się i wyrzuciła powietrze z płuc.
- Czemu mu tak powiedziałeś?- Była przerażona, a serce podeszło jej do gardła.
- A czemu nie. W środę miał wolne i powiedział, że to jest pilne.
- Ale ja już nie chcę. Jemu się wydaje, że może mnie mieć- wyrzuciła szybko.
- Co?- Max zmarszczył brwi.
- On nie chce papierów, tylko mnie, nie rozumiesz? Wiesz dobrze, że tego nie wymyśliłam!
- Wiem, ale czemu tak sądzisz?
- Tak po prostu- mruknęła zagryzając do krwi wargę.
- Przecież nie może cię mieć- powiedział, ale widząc jej poprzednią reakcję dodał- chyba nie dasz się jakiemuś podstarzałemu dupkowi. To niemożliwe, nie mogłabyś być jego. Nie jego. Nie jakiegoś obcego, bogatego sukinsyna.- To było dla niej gorsze, niż spoliczkowanie.
- Myślisz, że byłabym w stanie… - wymamrotała z niedowierzaniem.- Naprawdę masz o mnie takie zdanie? Sądzisz, że potrafiłabym być dziwką szukającą sponsora?!- krzyknęła.
- Nie o to mi chodziło- syknął.
- To o co? Przykro mi, że nie odebrałam twojego głębszego przesłania, gdy mówiłeś, że chcę się oddać jakiemuś staremu facetowi, tylko dlatego, że jest bogaty!
- Po prostu nie zniósłbym tego, że mogę cię stracić. Zrobiłbym dla ciebie wszystko. Wiem, że nie zrobiłabyś tego z tym kretynem!
- Teraz tak mówisz?! A co, gdybym ci powiedziała, że za późno. A tak w ogóle to mogę być z kim chcę, niezależnie od tego, kto, jaki jest, rozumiesz?!
- Jane, przecież znam cię! Wiem, że mówisz tak, tylko po to, żeby mnie bardziej wkurwić.
- Ja ciebie?! Nic nie wiesz!- ruszyła do wyjścia- Wydaje ci się, że mnie znasz! Tylko ci się wydaje-wykrzyczała mu prosto w twarz.- Nie masz prawa decydować za mnie, rozumiesz?! Wiesz co ja tam przeżyłam? Nie wiesz! Ty nic nie wiesz!- Chłopak przyparł ją do drzwi. W końcu to jego terytorium.
Oparł rękę obok jej głowy. Spojrzał w tętniące wściekłością oczy, w których zbierały się łzy. Zbliżył się, ale na taka odległość, że mogła odwrócić głowę. Mogła wyjść w każdej chwili. Zostawić go tam. Być może właśnie dlatego nie uciekła.
Teraz był jeszcze bliżej. Dziewczyna zesztywniała. Otworzyła wcześniej zaciśnięte usta. Jak on to zrobił? W jednej chwili chciała go zabić, a w drugiej zerwać z niego ubranie i… Jak? Jedyne czego teraz chciała, to poczuć jego smak. A on dobrze o tym wiedział. Nauczył się rozpoznawać reakcje kobiet na swoją osobę. Jak to mówią- doświadczenie.
- Widzisz jak mało potrzeba, byś była moja- powiedział w pewnym momencie, ale brzmiało to bardziej jak stwierdzenie, niż jak pytanie. Nieważne co to było, ale podziałało na Jane jak zimny prysznic. Otrząsnęła się, zacisnęła szczękę, odepchnęła Maksa i wybiegła z jego mieszkania. Jak mogła dać się tak omamić…
- Jane, przepraszam- krzyknął, pobiegł za nią.- O czym ty mówisz, co on ci zrobił?- Widząc, że dziewczynie zaszkliły się oczy, przytulił ją.- Co się stało w Clinique Caffe?


ROZDZIAŁ XI






ROZDZIAŁ XI




- Widzisz jak mało potrzeba, byś była moja- powiedział w pewnym momencie, ale brzmiało to bardziej jak stwierdzenie, niż jak pytanie. Nieważne co to było, ale podziałało na Jane jak zimny prysznic. Otrząsnęła się, zacisnęła szczękę, odepchnęła go i wybiegła z jego mieszkania. Jak mogła dać się tak omamić…
- Jane, przepraszam- krzyknął, pobiegł za nią.- O czym ty mówisz, co on ci zrobił?- Widząc, że dziewczynie zaszkliły się oczy, przytulił ją.- Co się stało w…


***

            Nowy dom, nowe wyzwania, a wspomnienia niech idą do diabła. W mieszkaniu, którego właścicielem był nie kto inny jak sama Janette Jones, było przestronnie i nowocześnie, a jednak przytulnie. Ściany koloru kawy z mlekiem komponowały się z białymi meblami.
- Coś jeszcze?- spytał Warr wnosząc kolejne pudła.
- Jeszcze dwa- odpowiedział Max i ruszył do samochodu.
- Kobieto, więcej tego nie miałaś?!- krzyknął z wyrzutami Warren.
- Oj, no proszę. Wiecie, że was kocham. I ubóstwiam. I wynagrodzę wam to- zapewniła rozstawiając kolejne przedmioty na półkach.
- Nawet wiem jak- uśmiechnął się szatańsko.- Stawisz się u jednego gościa. Potrzebujemy kogoś do negocjacji, a jak wiesz ja nie za bardzo się do tego nadaję, a Max stwierdził, że on odwalił swoje załatwiając układ.
- Jaki układ? O co chodzi?- Jane przymrużyła oczy.
- No mamy interes. Masz się spotkać z facetem od marketingu. Mamy parę pomysłów na reklamy, więc czemu by tego nie opchnąć?
- Niech wam będzie…- zgodziła się niepewnie.
- Co „niech wam będzie”?- spytał Collins, który właśnie wszedł z ostatnimi kartonami.
- Załatwiłem nam menadżerkę na piątkowe spotkaniem odnośnie reklam. Powiedz, kochanie, że jesteś ze mnie dumny- powiedział kpiąco Warr teatralnie mrugając oczami.
- Chłopcy, bez takich mi tu. Wyznawajcie sobie miłość beze mnie- rzuciła ze śmiechem dziewczyna.- A tak poza tym, to czemu dowiaduję się dzisiaj, o tym, że jutro mam spotkanie biznesowe, co?
- Tak wyszło. Dobra, bierzmy się za rozkładanie tego.

             Wszystko było idealnie. Przygotowany kosztorys, wszelkie dokumenty w torebce. Ciasno upięty kok idealnie współgrał z czarną, dopasowaną marynarką i ołówkową spódnicą do kolan. Cieliste koturny dodały jej powagi. No i kilku centymetrów.
            Doszła do Clinique Cafe, kawiarni, w której byli umówieni. Weszła, rozejrzała się. W lokalu siedziało może pięć osób. Podeszła do umówionego stolika, pod ścianą, w kącie, gdzie siedział postawny mężczyzna. Na pierwszy rzut oka miał może pięćdziesiąt lat. Gdy ją zauważył, wstał.
- Pani Jones? Witam, jestem George Reuben- powiedział podając jej rękę.



ROZDZIAŁ X

Tak, wiem, długo mnie nie było...






ROZDZIAŁ X


Matka siedziała na krześle w kuchni. Popijała jakiś procentowy trunek wpatrzona w okno przed sobą.
- Mamo- zaczęła cicho.- Gdzie on jest?
- Nie ma. I nigdy już nie będzie. Nigdy więcej już nie ma prawa tu przychodzić- mówiła stanowczym głosem nie spuszczając wzroku z dzieci bawiących się na ulicy.
- Ale jak? Przecież jak będzie chciał to i tak wróci, i nic nie możesz zrobić. Dobrze wiesz…
- Rzucił mi dokumenty rozwodowe-przerwała. –Spakował rzeczy i wyszedł. Od razu pojechałam na policję, zgłosiłam to. Później do sądu. Zapewniam cię, nie wróci już. Możesz mnie zostawić samą?- Znów zamilkła. Parę godzin temu widziała roztrzęsioną, przerażoną i bezradną kobietkę, a teraz to… zimny, opanowany potwór.
Wyszła z salonu, po czym udała się do swojego pokoju. Uświadomiła sobie, że jej rodzina nigdy tak naprawdę nie istniała, ale to ona ją ostatecznie rozbiła. Schowała się pod łóżko. Miała nadzieję, że tym razem nikogo ani nie zawiedzie, ani nie zrani.

            Obudziło ją pukanie do drzwi. Okazało się, że był już ranek. Całą noc przespała pod łóżkiem… jak pies. Usłyszała kroki w swoim pokoju.
- I jak poszło? W porządku? Co z mamą?- Spytał znajomy głos. Dziewczyna leniwie wyczłapała się spod łóżka. Usiadła na podłodze opierając się o szafę.
- To już nie jest moja mama- mruknęła wpatrując się w podłogę pustym wzrokiem.- To jest jakiś dziwny potwór. Ojciec rzucił w nią papierami rozwodowymi i się wyprowadził. A ona- zawiesiła głos- siedziała i piła, a gdy przyszłam nawet nie spojrzała na mnie i kazała zostawić się w spokoju. Rozwaliłam rodzinę. Pozorną i fałszywą, ale rodzinę. Zniszczyłam matkę. I to w ciągu paru godzin.
- To nie jest twoja wina. Sama czytałaś, co robił. Daj jej trochę czasu. Musi odpocząć, przetrawić to, co się stało. Tobie też się przyda odpoczynek- mówił spokojnie patrząc na zrezygnowaną dziewczynę.- Wstawaj. Idziemy- rozkazał.
- Ale gdzie?! Co?! Max…?
- Jeszcze nie wiem. Może kino czy coś. Nie pozwolę ci tu siedzieć i się obwiniać za coś, czego nie zrobiłaś, rozumiesz?- Dziewczyna przerzuciła wzrok na niego, ale poza tym nie zareagowała. Widząc to podniósł się z fotela.- Nie chcesz wstać?- Pokręciła przecząco głową. Podszedł do niej, podniósł, przerzucił przez ramię, zakręcił się dwa razy, po czym rzucił ją na łóżko i zaczął łaskotać.- Chyba jednak dasz się skusić.- Uśmiechnął się łobuzersko.
- Daj mi piętnaście minut, muszę się ogarnąć, sadysto.


_____________________________________________________________
Dzisiaj dojdą jeszcze 3 rozdziały długie, może nawet ciekawe...

Pozdro&Ciao~Wasz Tasiorek





sobota, 4 stycznia 2014

ROZDZIAŁ IX

ROZDZIAŁ IX



            Pochmurno, wilgotno i smętnie. Piękny dzień na sprzątanie. Czas przeszperać wszystkie półki na otulonym kurzem strychu. Otworzyła jedną z szuflad segmentu.  Znalazła coś, czego się nie spodziewała. Chyba jakieś notatniki. Wyciągnęła jeden ze starych zeszytów, otworzyła.
„14 listopada.
Nazwał mnie ‘starą kurwą’ Nie wytrzymam Mam dość.
15 listopada
Znowu mnie uderzył
był pijany.
Dobrze że Jane była u babci.
16 listopada
Zgwałcił mnie Powiedział, że jeśli mu się nie oddam skrzywdzi Jane Nie pozwolę, żeby zrobił coś mojemu dziecku.
17 listopada
Dzisiaj było normalnie Darena nie było przez cały dzień w domu Pewnie mnie zdradza…”
Czytała kolejne wpisy. Kręciło się jej w głowie. Oparła się o karton za nią. To nie może być prawda! Nie w moim domu. Przecież zawsze byliśmy taką idealną rodziną. Przecież ojciec tyle razy mówił mamie ‘kocham’. To nie możliwe. Naprawdę nie wierzyła w to, co czyta. Postanowiła sprawdzić. Poszła do salonu.
- To prawda?- spytała beznamiętnie. Spojrzała na przerażoną matkę. Daren zmarszczył brwi.
- Zależy co to jest- odparł. Sięgnął po zużyte, zeszytowe kartki. Przyglądał się kolejnym słowom. – Co to ma być?- Wysyczał do przestraszonej Iris.- Pytam się, co to, kurwa, jest?- Nie słysząc odpowiedzi spoliczkował ją, po czym wsadził dłonie do kieszeni garniturowych spodni i energicznie wyszedł trzaskając drzwiami. Dziewczyna podbiegła do matki.
- Mamo, nic ci nie jest? Czyli to prawda, co pisałaś, tak?- Zmęczona kobieta podniosła smutne spojrzenie. Jane dawno nie widziała w oczach swojej matki tyle bólu.- Czemu nic nie mówiłaś?- Dziewczynie załamał się głos. Wstała, wyprostowała się po czym ruszyła do wyjścia. Nie wiedziała dokąd zamierza pójść, ale wiedziała, że musi odreagować. Całe życie w kłamstwie.
            Dochodziła osiemnasta. Max wszedł do swojego mieszkania, zdjął kurtkę i poszedł do salonu zostawić dokumenty z uczelni. Usłyszał pukanie. Cholera, chwili spokoju nie ma. Kogoż tu niesie? Podszedł znudzony do drzwi, otworzył je. Zapłakana dziewczyna szybko się w niego wtuliła. Tak, teraz tego potrzebowała.


-…czytaj tutaj- mruknęła pokazując chłopakowi kolejne wersety z notatnika.
-„ Znowu był pijany. Miał ślady po czerwonej szmince na szyi. Gdy wszedł do domu rzucił się na mnie. Miałam potem połamane żebra i rozcięty łuk brwiowy. Dobrze, że Jane była na warsztatach w przedszkolu. Zdążę się wykurować zanim wróci”- przeczytał i zamilkł.- Boże. Co ona przeżywała- zawiesił głos.- Nic o tym nie wiedziałaś?
- Nie. Zawsze chodziła taka promienna i w ogóle, a ojca i tak nigdy nie było- siedziała skulona na sofie próbując przypomnieć sobie chociaż jeden moment, gdy mogło się coś takiego dziać.- Całe życie mnie okłamywali. Mama nigdy nawet słowem nie wspomniała o tym, co jej robił. Ten potwór tyle razy mówił, że ją kocha.- Jej oczy znowu napełniły się łzami.- Czemu to wszystko jest takie trudne, co?
- Nawet nie wiem, co ci powiedzieć. Musisz to z nimi załatwić. I to jak najszybciej. Odwiozę cię do domu, usiądź i porozmawiaj z matką. Jest rozsądną kobietą, na pewno coś wymyślicie- tłumaczył powoli Max.- Wierzę w to- powiedział z przekonaniem patrząc prosto w oczy Jane. Mówił prawdę.

______________________________________________________________
Zajebiaszczego Nowego Roku życzę Wam ja!
Pozdro&Ciao~Wasz Tasiorek