Był na mnie
wściekły, widziałam to pomimo, że nie pokazywał tego. Za dobrze go znałam. Z
resztą trudno było się dziwić. W ciemnym, cichym parku było słychać tylko jego
słowa. Wysyczane przez zęby. Wolałam już żeby krzyczał, ale nie, mówił tym
swoim tonem, którego wprost nienawidziłam. I jeszcze musiał przyjść z kimś.
Jakiś chłopak stał w oddali, ale widziałam tylko zarys postaci.
- Mogłaś mi powiedzieć, że nasza przyjaźń to było „nic” . Że
jestem da ciebie nikim. Że nie obchodzi cię to, co robię. - Nie wiedziałam co
powiedzieć, a słowa dochodziły do mnie z opóźnieniem. Czułam jak szczypią mnie
oczy i napływają łzy. Nawet widząc to, kontynuował . - Nie mogłaś mi powiedzieć
wcześniej, że potrzebowałaś tylko jakiegoś pieprzonego psychologa, który by cię
wysłuchał i poklepywał po ramieniu? Jakiejś cholernej zabawki? No… no powiedz,
że nie jestem dla ciebie ważny, że jestem zerem w twoich oczach. Że zepsucie mi
wielkiej szansy było dla ciebie przyjemnością. No powiedz to!- podniósł głos,
ale po chwili się opanował i zacisnął szczękę. Nie mogłam powstrzymać
napływających łez. Poleciała jedna, a za nią druga.
- Przecież wiesz, że to nie była moja wina. Po prostu…
- Po prostu co? – przymrużył oczy.- Po prostu byłaś tylko
pomysłodawcą, tak? – zamknęłam oczy, miałam dość.- Weź mi to, kurwa,
wytłumacz!- znowu podniósł głos i wziął głęboki oddech. Czemu on zawsze to
robi? Czemu jest tak bezlitośnie spokojny? Czemu umiał opanować się nawet w
najbardziej desperackich sytuacjach?– Powiedz, że jestem nikim, że nie jestem
dla ciebie ważny… Dlaczego i w ogóle jak mogłaś zrobić mi coś takiego?- nie
mogłam tego słuchać. Po pierwsze, nie miałam siły, a po drugie nie chciałam,
żeby dowiedział się o tym, przez co nie mogę spać. Ale skoro nie miałam innego
wyboru …
Wspięłam się na palce, musnęłam wargami kącik jego ust,
wtuliłam się w jego ramię i szepnęłam do ucha krótkie - Nigdy nie byłeś mi
obojętny. I nigdy nie mów, że jesteś dla mnie nikim…- ostatni raz zaciągnęłam
się zapachem charakterystycznych perfum. Odwróciłam się i marszowym krokiem
odeszłam w ciemną, parkową, nieoświetloną ścieżkę, cały czas wycierając łzy.
Akcja trwała może ze dwie minuty. Gdy się odwróciłam widziałam tylko
zszokowanego wysokiego chłopaka, który nie ruszał się. Stał tak, jak go tam pozostawiłam.
Widziałam tylko jak ten „zarys” zbliża się do sztywnej postaci. Wróciłam do
domu, wyłączyłam telefon, wtuliłam się w poduszkę i zaczęłam płakać. Nawet nie
wiem, kiedy usnęłam.
Ile razy
może dzwonić jeden człowiek? Ile, ja się pytam? No, odpowiedź jest prosta. Jakieś
59 razy. Aha, i do tego 16 wiadomości. Tak, 59 nieodebranych połączeń i 16
nowych smsów po włączeniu telefonu. I wszystkie od jednej osoby… jak miło. Dobrze
chociaż, że trwa długi weekend, przynajmniej mogłam pomyśleć i zastanowić się
przez te pięć dni, bo nie chciałabym natknąć się na Kastiela w szkole. Nie
mogłabym już chyba spojrzeć mu w oczy. Ale co teraz będzie…? Co, jeśli go
spotkam? Co ja mu powiem? Jak on zareaguje? Znam go tyle czasu, a nadal się
zastanawiam.
Z myślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi mojego pokoju.
- Kim, żyjesz? Nie wychodzisz z tego pokoju już trochę i no
wiesz… martwię się.-powiedziała piskliwym głosem dziewczyna, przynajmniej tak
jej wmówiono. -A tak w ogóle, to masz jeszcze tą czarną bluzkę z tym takim
fajnym napisem? – taaak, troskliwość mojej trzynastoletniej siostry wobec mnie
przypomina bardziej pielęgnowanie wypchanego szopa pracza, czy czegoś tam.- Ej,
siostra, co ci jest?- Aż dziwne. Albo naprawdę chce tą koszulkę, albo się
martwi. Hmm, tak, chodzi jej o tą
szmatkę. A tak w zasadzie, to czemu ona zawsze ma takie wyczucie, co? Czemu
przylezie wtedy, gdy mam „obrazę majestatu” na cały świat, hm? Whatever.
- June, spadaj. Jestem wykończona. Daj mi święty spokój.-
powiedziałam wkładając głowę pod poduszkę.
- Dobra, jak chcesz… A masz tą bluzkę?- niby jest tylko cztery lata młodsza. Dlaczego jest taką głupią i irytującą osobą…
- Dobra, jak chcesz… A masz tą bluzkę?- niby jest tylko cztery lata młodsza. Dlaczego jest taką głupią i irytującą osobą…
- Na serio, idź sobie… Nie chcę z nikim rozmawiać.
- Kim… co się stało?
- Kim… co się stało?
- Nic. Martwię się sytuacją etyczną żyraf w Amazonii.- ta
odzywka zawsze pomagała. Dawała do zrozumienia, że nie zmierzam ciągnąć dalej
rozmowy. A tak swoją drogą, to dobrze byłoby, gdyby te żyrafy to mój
najważniejszy problem. Aktualnie zastanawiałam się jednak co było w tych smsach
od Kasa, bo przecież genialna ja, usunęłam je, nie czytając zawartości. -Aha,
bluzkę masz w komodzie, w którejś szufladzie. – potwór z głębin popełzł w
poszukiwaniu łupu.
Przecież znam go ze dwa lata. Różnie bywało, ale i tak
byliśmy przyjaciółmi. Owszem, był jeszcze zespół. Z chłopakami też lubię przebywać,
ale… nie wiem już.
We wtorek
byłam ze Skylar w kinie i na zakupach. Dobrze, że mam ją pod ręką przynajmniej
na ten tydzień, bo bym chyba oszalała. Dzięki niej chociaż na chwilę
zapomniałam o tym, co takiego głupiego zrobiłam.
- Sky, ty nie rozumiesz. – kontynuowałam rozmowę
przewracając oczami -Nie dziwię się, jak Kas mnie po prostu znienawidzi.-
bodajże po raz milionowy psułam jej dzień moim jęczeniem.
- Zarąbista sukienka! –krzyknęła, jakby nie doleciało do
niej to, co powiedziałam.
- Czy ty mnie kobieto słuchasz?!
- Przecież to nie była twoja wina, ani twój pomysł. Ty byłaś
tam przypadkiem. A tak właściwie, to nie. Ty miałaś być tam, tylko o tym nie
wiedziałaś.- mówiła przyglądając się uważnie poszczególnym ciuchom. – To nie
twoja wina, że ta przesłodzona landryna uwzięła się na ciebie. Jest po prostu
zazdrosna, że Kastiel TAK na ciebie patrzy…
- „TAK” patrzy? O czym ty kobieto pieprzysz? Traktuje mnie
jak przyjaciółkę, albo koleżankę od piwa, a nie jak… nie wiem, swoją
najukochańszą gitarę, więc wiesz … - spojrzałam na nią wymownym wzrokiem. – A
tak w zasadzie to skąd wiesz jak niby na mnie patrzy, skoro mieszkasz kilkaset
kilometrów stąd?- przymrużyłam oczy i uniosłam głowę, próbując spojrzeć z góry…
szkoda, że moje sto sześćdziesiąt centymetrów przy jej metrze siedemdziesiąt
trzy to, hmm, pestka.
- Ja wiem wszystko. Zapamiętaj.
- Ale co ja mam zrobić… - spuściłam głowę i dotknęłam zimną
ręką mojego gorącego czoła. Odgarnęłam spiralne, gęste kłaki koloru określanego
jako miedziany blond z twarzy. -udawać, że nic się nie stało? Mam dosyć. I
jeszcze to w parku.
- Ja na twoim miejscu najpierw bym do niego poszła i
niezależnie co się stanie opowiedziała wszystko i wyjaśniła. A potem – wzięła
głęboki wdech, poczym mówiąc dalej, spokojnie wydychała powietrze- czekałabym
na reakcję. Tak, ja bym właśnie to zrobiła. A teraz skup się na zakupach, bo
muszę wybrać jakąś kreację na dzisiejszą imprezę.
- Zaraz, zaraz. Idziesz na imprezę?
- Nie.- pokiwała głową jak małe dziecko- MY idziemy.-
wyszczerzyła się i zniknęła między wieszakami. Sky może i była… rąbnięta i
szalona, ale zawsze wiedziała jak mi pomóc. A impreza to był bardzo dobry plan.
Po imprezie
odprowadziłam nieźle wstawioną Skylar do domu jej cioci, gdzie nocowała w
czasie pobytów tutaj. Dobrze, że w porę ją wyciągnęłam z tego klubu, bo po
koncercie kapeli, przystawiał się do niej jakiś podejrzany typ, a ona była na
tyle pijana, że nie zwróciła uwagi na to, że ręce tego gościa schodzą trochę za
mocno na dół. No cóż w każdym bądź razie teraz wracałam do domu.
Ulicę od mojego mieszkania zataczała się grupka jakiś łysych
mięśniaków.
- Ej, mała, chcesz się zabawić? – zabełkotał jeden z nich i
złapał mnie za przedramię.
- Spadaj i puść mnie.- warknęłam, po czym zacisnął swoją
rękę tak mocno, że pisnęłam.
- Spieprzajcie od niej. Ale to już.- Powiedział niski, ochrypnięty, stanowczy głos. Tak, to był Kas. Ale co on tu robi?
- Spieprzajcie od niej. Ale to już.- Powiedział niski, ochrypnięty, stanowczy głos. Tak, to był Kas. Ale co on tu robi?
- O co ci chodzi? My chcemy się tylko zabawić.- człowieku,
weź idź wybulgocz się gdzie indziej. Co za typ…
- Stary, ledwo co na nogach stoisz. Z resztą, twoi koledzy też, więc daj sobie spokój. Jak chcesz się zabawić to idź do burdelu, a nie. – jego spokojny, opanowany ton mnie już dobijał, ale pomagał. Mięśniak ,wraz ze swoją sforą, zatoczyli się i odeszli. Niech idą być niezrozumianymi gdzie indziej.
- Stary, ledwo co na nogach stoisz. Z resztą, twoi koledzy też, więc daj sobie spokój. Jak chcesz się zabawić to idź do burdelu, a nie. – jego spokojny, opanowany ton mnie już dobijał, ale pomagał. Mięśniak ,wraz ze swoją sforą, zatoczyli się i odeszli. Niech idą być niezrozumianymi gdzie indziej.
- W porządku?- Kastiel zapytał tak chłodnym głosem, że aż
mnie ciarki przeszły.
- Tak. Dzięki.-wymamrotałam, patrząc na ziemię.
- Wsiadaj do samochodu. Nie będziesz sama się po nocach
włóczyć. I bez dyskusji.- dodał, widząc, że chcę mu przerwać.
Jechaliśmy w milczeniu. Dochodziła godzina druga. W
samochodzie zrobiło mi się przyjemnie. I to nie tylko dlatego, że wypiłam pół
piwa, bo miałam mocną głowę. Zasnęłam.
Obudziłam się gdy samochód wjechał gwałtownie na podjazd i
stanął. Ocknęłam się i wysiadłam.
- Mieszkam gdzie indziej… - powiedziałam, próbując przerwać
ciszę.
- Przecież wiem. Idziesz do mnie, czy się to podoba, czy
nie.- cholera, znowu ten mrożący ton. Ale dobra. Weszliśmy do domu. Miejsce,
w którym czułam się prawie jak w swoim idealnym świecie, nagle stało się obce.
Brunet udał się do salonu, wyciągnął z barku jakiś ciemny alkohol i literatkę,
po czym napełnił ją do połowy i jednym haustem wypił zawartość. Podszedł do
mnie, spojrzał na mnie tymi ciemnobrązowymi tęczówkami, jak na więźnia przed
skazaniem. Nevermore.
- Powiesz mi coś?- zaczął. Nie trzeba zgadywać, że pingwiny
pouciekałyby po tych słowach.
- Chciałam… no bo … –
czułam jak serce podskakuje mi do gardła i dławię się słowami. Wzięłam głęboki
oddech i zaczęłam.- Wiedz, że nie miałam z tym nic wspólnego. To ta landryna.
Byłam tam przez przypadek, naprawdę. Musisz mi uwierzyć.- zaczęły szczypać mnie
oczy – To nie przeze mnie wywalili cię stamtąd. Wiem, że to była twoja szansa.
Ale to nie moja wina, to nie ja wysłałam im tą wiadomość. To ona to zrobiła.
Wiesz czemu? Bo twierdzi, że jesteście dla siebie stworzeni. Nie obchodzi mnie
to, co ona ma w tej swojej blond, natapirowanej głowie i nie chcę tego
wiedzieć. Proszę, musisz mi uwierzyć…- łzy spływały mi po policzkach zmazując
mocny makijaż.
- Słyszałem coś innego …
- Odwieź mnie do domu, proszę.
- Nie mogę, przecież piłem.- cholera, on dobrze wie, co
robi. Ma ułożony misterny plan.
- No to zadzwoń po taksówkę. Mam dosyć, rozumiesz? Mam dosyć
tych wszystkich oskarżeń, ludzi, tego wszystkiego. Mam dość siebie…- zakręciło
mi się w głowie.
- Spokojnie.- o, pingwiny mogą wrócić wraz z żyrafą i
małpką. Ej, on mnie trzyma? Kiedy on mnie złapał? Chyba wtedy, gdy miałam ten
zawrót. W każdym razie, teraz stałam oparta o ścianę, a umięśnione,
wysportowane ciało Kasa niemal mnie przygniatało.- Nie obchodzą mnie ci ludzie.
Też nie chcę słuchać tego wszystkiego. Posłuchaj, gdyby nie ty, myślisz, że
wytrzymałbym w tym całym gównie? A teraz stoisz przede mną, ubrana w tą obcisłą
małą czarną, w szpilki, z niesamowitą fryzurą i rozmazanym makijażem. I wiesz
co? Wyglądasz zajebiście.- o czym on mówi?
- Do czego zmierzasz? – nie pytałam, żeby podsycić ogień,
czy coś, ale po prostu nie rozumiałam. Jeszcze pięć minut temu miał do mnie
wyrzuty, a teraz…?
- Do tego, że wyjebiście mi na tobie zależy, idiotko.-
uśmiechnął się, a jego oczy błysnęły tym szalonym światełkiem. Ujął moją twarz
w dłonie, po czym kilka razy delikatnie musnął moje usta. W pewnym momencie
przygryzł moją dolną wargę i przejechał po niej językiem, co sprawiło, że te
cholernie przyjemne ciarki przeszły mi po plecach. Aha, nie mówię o tym, że
byłam niezwykle zadowolona, że jedną rękę Kas wplątał mi we włosy, a drugą zawędrował
na talię, dzięki czemu przycisnął mnie do siebie. Ale to dobrze, bo chyba bym
się osunęła na ziemię. Chłopak dalej penetrował językiem moje podniebienie, a
im bardziej chciwie i niecierpliwie to robił, tym bardziej ja się rozpływałam.
No i oczywiście nie pozostawałam dłużna. Nawet nie wiedziałam kiedy moje dłonie
błąkały się po jego karku. Po kilku minutach oderwaliśmy się od siebie
spragnieni tlenu…i nie tylko. Wysoki, przystojny brunet oparł swoje czoło o
moje. Wsłuchiwaliśmy się w swoje powoli uspakajające się oddechy.
- Pamiętasz jak się poznaliśmy?- zaczął szczerząc się.
- Tak, Kas, stwierdziłeś, że jestem bezczelną, plastikową, pustą lalą.- spuściłam wzrok.
- Tak, Kas, stwierdziłeś, że jestem bezczelną, plastikową, pustą lalą.- spuściłam wzrok.
- A potem cię poznałem i okazało się, że nie jesteś taka.
Wiesz czego chcesz. Jesteś odważna, inteligentna, zabawna, piękna. Po prostu
niesamowita. Jesteś moja.- to ostatnie dodał ciszej, a następnie pocałował mnie
jeszcze raz, ale inaczej, tak spokojnie, delikatnie i z taką czułością, jakiej
bym się u niego nie spodziewała. Potem poszliśmy spać. Bez żadnych ekscesów,
żeby nie było. Usnęłam wtulona w niego, z głową położoną na jego klatce
piersiowej. Długi był ten dzień…
Następnego
dnia obudził mnie dzwoniący telefon. Tak, wymarzony poranek – zostać obudzonym
przez jakieś spragnione kontaktu dusze. Ale kiedy otworzyłam oczy stwierdziłam,
że to nie jest mój pokój, moja pościel, mój sufit z plakatem AC/DC, a to, co
mam pod głową to nie jest moja poducha. Dostałam zawału, stwierdzając, że to
ramię. Minęło parę sekund zanim zorientowałam się gdzie jestem, kto jest we
mnie wtulony, co spoczywa bezwładne na moich biodrach i czyją to rękę mam we
włosach. Chciałam subtelnie zdjąć jego dłoń z moich bioder, a tak w zasadzie
zjechała na pas. No to podejście drugie. Prawie, prawie…
- Gdzieś się wybierasz?- usłyszałam zaciekawiony głos.
- Telefon dzwoni. To pewnie Sky, chce się dowiedzieć jakim
cudem znalazła się w domu. Jest jeszcze możliwość, że to potwór zwany June,
który nie może znaleźć płatków i mleka…- powiedziałam zaspanym głosem.
- Ja tam nic nie słyszę.- w tym momencie dzwonek się
uciszył, a Kas wyszczerzył się, pociągnął mnie za rękę umieszczając mnie z
powrotem w łóżku i ulokował się tak, żeby mieć mnie pod sobą. O ty spryciarzu.
- Czy ty naprawdę myślisz, że ja się nie uwolnię i nie
ucieknę?- spojrzałam mu w ciemnobrązowe, a wręcz czarne, roziskrzone oczy z
politowaniem.
- A chcesz uciekać?- spytał zaskoczony. Pocałował mnie tak
jak wczoraj. Najpierw kilka krótkich muśnięć, a potem głęboki,
utęskniony…przerwał na chwilę- Jesteś pewna, że chcesz uciekać?- i znowu
rozbawiony pokazał komplet śnieżnobiałych zębów, po czym wpił się w moje
pulsujące wargi… I wtedy znowu zadzwoniło to szatańskie ustrojstwo. Niechętnie
zwlekłam się z pościeli, poczłapałam w dużej koszulce właściciela domu po
telefon. Na wyświetlaczu : June, Sky… Kumulacja, czy co… odebrałam i od razu
- Czekoladowe mleko w lodówce na najwyższej półce, a płatki w szafce nad zmywarką za ciastkami. I spadaj.- rozłączyłam się i zobaczyłam zdziwionego, śmiejącego się chłopaka.
- Czekoladowe mleko w lodówce na najwyższej półce, a płatki w szafce nad zmywarką za ciastkami. I spadaj.- rozłączyłam się i zobaczyłam zdziwionego, śmiejącego się chłopaka.
- No co? Poczekaj, teraz druga…- powiedziałam do niego z
demonicznym uśmiechem. Odebrałam połączenie od Skylar.
- Czego? -warknęłam.
- Też się kochanie cieszę, że cię słyszę.
- Też się kochanie cieszę, że cię słyszę.
- Już ci mówię. Możesz mi dziękować, bo łapy jakiegoś
podejrzanego typka powędrowały trochę za daleko i cię ratowałam. Potem
podrzuciłam twoje ledwo przytomne zwłoki do domu.
- Aaa. No tak… a gdzie…
- Aktualnie stoję w męskiej, sporo za dużej koszulce na
środku sypialni. Wyrwałaś mnie z ramion Romea, który zaraz się albo posika,
albo zaśmieje na śmierć.- przerwałam na chwilę rozmowę nie mogąc powstrzymać
śmiechu.
- Czyli Kastiel?- słyszałam w jej głosie ostro skacowaną
nadzieję.- Bądź o szesnastej w BlueCafe. Wszystko mi opowiesz. Ciao.
- Nara. Aha, i żeby kac cię nie zżarł do końca.
- Bardzo śmieszne. A weź spadaj.- dodała rozżalona i się
rozłączyła. Odłożyłam telefon na miejsce i podeszłam do miejsca spoczynku
świętej pamięci, zachichotanego na śmierć… a nie, jednak żyje.
- Jesteś straszna, wiesz?- przyciągnął mnie do siebie i
pocałował w czoło.
- Wiem. Idę wziąć prysznic i zrobić coś do jedzenia.-
uśmiechnęłam się.
- Zostawiasz mnie samego? Dobra. – tupnął nogą jak małe
dziecko, a ja dostałam napadu śmiechu. Po chwili opanowania się poszłam do
łazienki wziąć prysznic. Gorący i długi. Tak, to mi odpowiada.
Gdy
skończyłam siedzieć w łazience, a Kas po raz pięćdziesiąty sprawdził, czy
jednak się nie utopiłam, wyszłam z zaparowanego pomieszczenia niczym grecka
bogini. I co z tego, że mogłabym być jedynie boginką dostatku. Czy boginie nie
powinny mieć jakiś atutów zewnętrznych(?), ale mniejsza. W każdym bądź razie,
gdy dumnie wypełzłam z przybytku coś mnie zaatakowało i przytuliło od tyłu.
- Jednak żyjesz? Kurde…- o tak, teraz mi pan tu marudzić
będzie? O niedoczekanie moje. Obróciłam się przodem do Kastiela.
- A co to za rezygnacja? Jak chcesz mieć spokój to weź mnie
otruj, zastrzel, albo coś. Potem wrzuć do jakiegoś rowu i zasyp wapnem. Aha, i
pamiętaj o tym, żeby dobrze zatrzeć ślady. Będziesz miał spokój przynajmniej.-
powiedziałam smutno. Zatrzepotałam rzęsami, po czym przejechałam dłonią po
kołnierzyku czerwonej, kraciastej koszuli Kasa, który w Tm momencie objął mnie
w talii.- Ale czy jesteś pewny, że tego chcesz…?- mówiłam ściszonym głosem
bawiąc się guzikiem, któremu próbowałam poświęcić jak najwięcej uwagi. No i
próbowałam powstrzymać się od śmiechu, bo tak przerażonych oczu tego chłopaka
dawno nie widziałam, ale te ciemne płomyki szaleństwa w czekoladowych
tęczówkach były obecne. Ej, mały, spokojnie…
- Jak mógłbym ci coś takiego zrobić?- wyszeptał mi do ucha.
Czemu, gdy ten ciepły oddech pojawiał się na moim policzku moje nogi były
dwiema rozgotowanymi nićmi spaghetti? NIĆMI? Raczej rurami, i to takimi które
się faszeruje. Czemu ja wszystko kojarzę z jedzeniem? Brunet oddalił się na
momencik.- Ale gdybyś nie zostawiła mi wyboru… Chyba wybrałbym truciznę…-ogłaszam,
że ząbki w komplecie. Jeszcze.
- Szczerz się, szczerz. A poza tym… ZABIŁBYŚ MNIE?!
- Oh, nie potrafiłbym.- nie ma to jak udawane zaskoczenie i
zlitowanie…
- Sarkazm to ty sobie nie powiem gdzie wsadź!- zanim
zdążyłam do końca zmrużyć oczy zostałam zarzucona przez ramię. Bo nie ma to jak
dyndać głową w dół.- Puść mnie! Ale to już! W tym momencie!- nic. No rzesz. –
Bo zacznę piszczeć…- zadziałało. Cud. Szkoda, że zostałam zrzucona na łóżko, a
umięśnione ciało zawisło nade mną. Chociaż z tego powodu akurat nie narzekam -
A teraz chcesz mnie jeszcze udusić?- dodałam pretensjonalnie.
- Mało razy?- ten cwaniacki uśmieszek. Cholera, jeszcze z
rok temu nienawidziłam go. A teraz… nieważne. Z rozmyślań wyrwały mnie gorące
usta wczepione w moją szyję. I dobrze, bo zaraz by było „dlaczego Ziemia jest
okrągła?”. Dziewczyno! Wysoki, seksowny brunet całuje cię po szyi, a ty,
głupia, myślisz o…no wiesz?
Kas całował, ssał i muskał wargami obojczyk. W pewnym
momencie przygryzł płatek ucha. Mamo, chyba znalazłam nowe miejsce erogenne. W
każdym bądź razie będę mruczeć jak mały kotek. Nie, nie kotek. Nie lubię tych
śmierdzący pchlarzy. Ale z mruczeniem zastanowię się.
- Skoro już nie jesteś na mnie zła, to idziemy?- podniósł
się, złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Mhm- wymamrotałam rozkojarzona. Chwilunia, ja muszę wrócić
na Ziemię. Gdy zorientowałam się, co się stało, gdzie jestem, kim jestem i co,
jak, czemu, spojrzałam na zegarek.- Cholera! Sky mnie zabije.
- Czy ja zawsze muszę być w pogotowiu? – uniósł brew. –
Chodź, zawiozę cię. Do domu?
- Uwielbiam cię.- rzuciłam przez ramię i pobiegłam na dół i
wsiadłam do samochodu.
Gdy
podjechaliśmy pod mój dom, Kas wysiadł z auta, okrążył je i otworzył mi drzwi.
Wyparowałam z siedzenia. A to, że w pasach, to już nie moja wina. No dobra,
moja. Zamknęłam drzwi i rozpędziłam się w stronę ganka. Szybko jednak zostałam
złapana za nadgarstek i przyparta o drzwi czarnego Mustanga. Zanim zdążyłam
złożyć jakikolwiek sprzeciw czekoladowooka laleczka, która nienawidziła jak tak
mówiłam, złożyła pocałunek na moich ustach. Ah, już słyszę pogłoski kochanych
sąsiadek na mój temat. Niech tym starym jędzom w pięty pójdzie.
Gdy się rozdzieliliśmy on dalej ściskał mnie w tali, a na jego twarzy powoli rozszerzał się uśmiech. Ten łobuzerski, który jest po prostu niesamowity. Dobrze, ze mój ukochany ma uszy, bo śmiałby się jak duży okrąg… nieważne.
Gdy się rozdzieliliśmy on dalej ściskał mnie w tali, a na jego twarzy powoli rozszerzał się uśmiech. Ten łobuzerski, który jest po prostu niesamowity. Dobrze, ze mój ukochany ma uszy, bo śmiałby się jak duży okrąg… nieważne.
- Co?- spytałam niepewnie. Boję się pomyśleć, co w tej
rozwichrzonej łepetynie się dzieje. Nie otrzymałam odpowiedzi.- No co?
- Śliczna jesteś.- zmarszczyłam czoło nie rozumiejąc
głębszego przesłania.- Jesteś śliczna i spóźniona.- wyszczerzył się jeszcze
bardziej. Ucałował w czoło, po czym śmiejąc się stanął bokiem, żebym mogła
przejść.
Wbiegłam do domu roztargniona, przebrałam się. Spakowałam do drugiej torebki to, co najważniejsze i oddaliłam się wystukując numer do Skylar.
Wbiegłam do domu roztargniona, przebrałam się. Spakowałam do drugiej torebki to, co najważniejsze i oddaliłam się wystukując numer do Skylar.
- Co, Książe na białym koniu zaciągnął cię do łóżka?-
usłyszałam rozbawiony ton przyjaciółki.
- Spadaj. I nie, nie zaciągnął mnie do łóżka, poniekąd.-
dodałam ciszej.
- Dobra, dobra. Ja czekam. Pa.- rozłączyła się. Co za
kobieta?
Idąc do
kawiarni, spotkałam „koleżanki” ze starej szkoły. Musiały mnie zatrzymać i się
rozgadać. Nie trawię babochłopów, ale ja ze wszystkimi żyję w zgodzie. No
prawie. No dobra, nie nawciskałam im jeszcze tylko dlatego, że mogą się
przydać. Wiem, że strasznie to brzmi, ale to tak fałszywych ludziach nie da się
inaczej powiedzieć. W każdym razie gadały coś o jakimś koncercie. Jaka byłaby
wielka szkoda, gdyby ktoś miał to głęboko w poważaniu. A tak na serio. One chyba wiedzą ile ten
uśmiech, „siema” i chwilka rozmowy mnie kosztuje. A po tej wymianie zdań w
mojej głowie wymalowało się wielkie, kolorowe „KURWA” , które nie zmieściłoby
się w mojej dupie, a jest wielkości czterodrzwiowej szafy. Nie no,
przesadziłam. Kredensu. Czuję, że moje IQ spadło.
________________________________________________________
Nie wiem, czy dalej pisać, jak coś wymyślę, to dopiszę...
Pozdro&Ciao
3 komentarze:
,,Nie trzeba zgadywać, że pingwiny pouciekałyby po tych słowach." To mnie rozwaliło xD. Z tekstu ( a właściwie tekstÓW) wynika, że masz ogromną wyobraźnię i na pewno coś wymyślisz :D. Czekam na więcej *.*
To już bardziej mi się podoba :) Piszesz prosto, naturalnie, swobodnie, z humorem. I uwaga, to będzie komplement – dużo lepiej ode mnie ^^ Mogłabym się od Ciebie uczyć dialogów. Czyta się jak książkę… jak… Fitzpatrick! Ech, gdyby tacy przystojniacy jak Kas istnieli naprawdę… Wszystko mi się podoba tylko charakter Kim średnio.
Zastanawiam się skąd czerpiesz inspirację?
I jeszcze takie pytanie czy lubisz opowiadania z delikatnym wątkiem homoseksualnym? Kiedy tak czytałam Twoje coś mi się przypomniało :)
PS Jak można nie lubić kotków?
Wiesz, ogolnie zapisuje to, co uda mi sie stworzyc w swoim wyimaginowanym swiecie :D fajnie sie czyta takie komentarze, wiesz?
A za watkami homoseksualnymi nie przepadam, bynajmniej nie w 1szej os.
I tak. Mozna nie lubic kotkow xD
Prześlij komentarz