wtorek, 10 grudnia 2013

ROZDZIAŁ III i IV

ROZDZIAŁ III

- Na pewno chcesz to zrobić?- krzyknął Max czekając, aż Janette wyjdzie z łazienki.
- Tak, tak jak było ustalone. Jedziemy do Katie, wyciągam ją na imprezę do Chelsea, tam się dzieję, a my jesteśmy wygrani- odpowiedziała nakładając ulubioną, malinową pomadkę na usta. Dokonała ostatnich poprawek i włożyła czarne szpilki z czerwoną podeszwą, które wzięła ze sobą do łazienki. Pasowały do obcisłej Małej Czarnej. Ostatni raz zerknęła w lusterko i wyszła.
            Boże, ona wygląda niesamowicie. Wiedział, że jest piękna, ale tego wieczoru, gdy ją zobaczył, chciał mieć ją tylko dla siebie. Była uczesana w luźny kok. Delikatnie brzoskwiniowy cień idealnie uwydatnił kolor jej szarych oczu, a czarne kreski dodały uroku. Pełne, intensywnie różowe usta mógłby, jak stwierdził, całować do samej śmierci. Sukienka pokazała ponętną figurę Jane, uwypukliła piersi, podkreśliła wąską talię i opięła się na biodrach. Buty na wysokim obcasie wydłużyły jej zgrabne nogi i dodały wzrostu. Dzięki nim sięgała Maksowi chociaż do ramienia.
            Zlustrowała oniemiałego chłopaka. Miał na sobie dość wąskie, czarne spodnie i luźną, beżową bluzkę z krótkim rękawem. Wyglądał bosko- chociaż jak dla niej, nic nowego. Wiedziała, że umiał się ubrać.
W jego ciemnobrązowych oczach, które pociemniały jeszcze bardziej, gdy ją zobaczył, pojawiły się błyski. Gdy to zobaczyła, przeszedł ją dreszcz, a przez myśli przeszedł pewien obraz. On. Z nią. W niedwuznacznej sytuacji. Odwróciła wzrok, czuła, jak na jej twarz wchodzi rumieniec.
Chwyciła torebkę i kurtkę, po czym poszła do drzwi.
            Po chwili byli pod domem Katie, Jane wysiadła z bordowego Mustanga Maksa. Zabawa miała się dopiero zaczynać.



ROZDZIAŁ IV

- Jak to się właściwie stało- spytała ofiarę. Widząc marsa na czole znajomej upiła łyk bezalkoholowego drinka i dodała- w sensie, że skąd wiesz, że cię zdradził?
- No…- dziewczyna uciekła wzrokiem, jakby rozważała, co brzmiałoby najbardziej wiarygodnie.- Dostałam zdjęcie jak wiesz…
- Jasne- rzuciła szybko.- Cieszysz się, że tu jesteśmy? Chodzi mi o to, czy cieszysz się że jesteś tu ze mną.
- Oczywiście, że tak. Na serio, dzięki. Mogę na ciebie liczyć.- Janette siliła się na uśmiech.
- A nie masz mnie czasami dość?- Kat rzuciła jej szybkie spojrzenie.- Zastanawiam się czasami jak to by było, gdybyśmy się nigdy nie przyjaźniły. Patrząc na ciebie…- zawiesiła głos i po raz kolejny upiła napój.- Nic by się w tobie nie zmieniło. Ale ja. Ze mną jest trochę gorzej, wiesz? Oddawałam ci wszystko co miałam. Każdą chwilę, każdy pomysł.- Wstała, nachyliła się do byłej przyjaciółki, spojrzała jej w oczy.- Wiem też, że mnie nienawidzisz, że nigdy nie chciałaś naszej znajomości. Wiem również, że nigdy nie kochałaś Warrena, bo po prostu nie jesteś do tego zdolna. To ty go zdradziłaś i wykorzystałaś.- Tamtej zrzedła mina. Jane złapała ją za rękę i pociągnęła na środek salonu, w którym wszyscy się bawili. Muzyka przycichła, a ludzie patrzyli po sobie. Rozeszli się na boki. One dwie pozostały na środku.
- Ile razy zdarzyło wam się pomóc tej oto dziewczynie? Raz? Dwa? Może i więcej- zaczęła głośno. Jej ochrypnięty głos roznosił się po pomieszczeniu.- Ile razy was wykorzystała? Mnie na przykład cały czas.- Zaczęła krążyć wokół przerażonej dziewczyny.- To jest Katie. Większość z was to pewnie wie, przynajmniej męska część- zaśmiała się wymownie patrząc na grupkę mięśniaków.- Wspierałam ją przez wszystkie lata naszej przyjaźni- zarysowała cudzysłów w powietrzu wypowiadając ostatnie słowo.- Poświęciłam jej wszystko, co miałam, a wiecie co? Okazało się, że mnie nienawidzi! Ktoś powie, że przecież musiała mieć powód- odwróciła się do Kat.- Jest jakiś? Może jednak?- Wróciła do publiczności.- Wiem, że nie tylko mnie obrała sobie za cel. Każdemu z was coś zrobiła- przewróciła oczami, gdy padł tekst „I była w tym niezła”. Co za bezczelna hołota.- Księżniczko- ponownie zwróciła się do znajomej- to twoja nagroda!- powiedziała, a spod sufitu zleciał na nią kubeł lepkiej mazi. Zbliżyła się jeszcze raz do niej. - Być może jestem suką. Być może większą niż ty. Ale pamiętaj, że ty robiłaś to wszystko tylko i wyłącznie dla siebie, a ja działałam za nich wszystkich.- Odwróciła się na pięcie i wyszła.
            Gdy wychodziła usłyszała za sobą krzyk:
- Dlaczego mi to zrobiłaś? Jak mogłaś, dziwko?
- Jak mogłam?! Jak JA mogłam?! Wszystko ci już wyjaśniłam. Nie mam ci nic do powiedzenia. Mogłaś od razu powiedzieć, jaki masz stosunek do mnie. Ale nie, wolałaś ciągnąć to dalej. A ostatnio przeszłaś samą siebie. Nie odzywałaś się chyba z tydzień, zdradziłaś Warr’a z całą Kliką szkolną, a gdy się o tym dowiedział i zerwał z tobą, to napuściłaś na niego mnie! Dobrze wiedziałaś, że urwałabym mu łeb przy samej dupie. Wiedz, że to, co zrobiłam nie był tylko mój pomysł.- Odwróciła się i mruknęła krótkie „żegnaj”.

            Po chwili dołączyli do niej Max i Warren.
- Dałaś radę, mała zołzo- rzucił z uśmiechem Harris.
- Weź zostaw mnie- wycedziła Jane.
- To było straszne. Wspominałem już o tym, żebym ci nigdy nie podpadł?- spytał Collins, ale widząc oszołomioną przyjaciółkę dał sobie spokój.
-Wiecie co? Muszę się napić- mruknęła skręcając do pierwszego lepszego monopolowego.
- Chcesz uczcić czy zapomnieć?- Cichy głos Maksa wyrwał ją z oglądania szklanych butelek alkoholi. W odpowiedzi tylko się uśmiechnęła.
- To na pewno będzie szampan…- dobiegł ich głos Warrena.- Dobrą Whisky... Coś jeszcze?
- Ja mam jeszcze czystą i zostało trochę Burbona po ostatnim- mruknął przyjaciel.- Jane, jakieś specjalne życzenie? Chcesz coś konkretnego?
- Coś mocnego. Bardzo mocnego.
            Chłopak zapłacił, wyszli.

            Janette chciała i zapomnieć o dawnej przyjaciółce i uczcić swój sukces. To, że zemściła się za lata upokorzeń było mega bonusem. 

Brak komentarzy: