ROZDZIAŁ VI
Max
siedział wyciągnięty na fotelu obok łóżka. Uważnie przyglądał się Jane.
-Czyli twierdzisz, że nie zamierzasz zerżnąć pijanej, prawie
nagiej, od dawna napalonej na ciebie kobiety tylko dlatego, że jest pijana.
Tak?- Chociaż była co najmniej w stanie nieważkości, to trzeba jej przyznać, że
to, co powiedziała brzmiało bardzo trzeźwo.
- Tak, zasadniczo to dążę do tego, że nie zamierzam
pierdolić twoich ledwie żywych zwłok.- Znów gorzki śmiech.
- Aha- mruknęła odwracając się na bok.- Mówi to ktoś, kto
przeleciał połowę kobiet w mieście. Żałosne.
Jakoś jak profesorka parę miesięcy temu cię chciała to nie zaprzeczałeś,
chociaż też była zalana.
Zacisnął
zęby. Wiedział, że i tak nie będzie tego pamiętała. Pieprzenie przypadkowych
dziewczyn to coś zupełnie innego. Nie ważne czy pijana, czy zakochana. Ważne,
że chętna.
Ale z Janette chciał, żeby to przebyło jak należy. Żeby
wiedziała, że tego chce, żeby najpierw była tylko jego. No i żeby pamiętała coś
z gorących przeżyć. Tak, na tym też mu zależało. Gdyby ją teraz dotknął byłoby
za późno. Nie wystarczyłoby mu. Chciałby więcej. Dużo więcej, niż mógł dostać.
W pewnym
momencie zaczęła się śmiać.
- Z czego się śmiejesz?- spytał nie rozumiejąc sytuacji.
- Wiesz co jest bardzo zabawne?- spojrzała niewyraźnie na
niego.- Najzabawniejsze jest to, że mam więcej powodów, by umrzeć, niż żeby
żyć.- Zamarł. Spodziewał się kolejnej kąśliwej uwagi na swój temat, a nie
czegoś takiego. Nie po niej. Przecież była zawsze taka uśmiechnięta i do
obrzydzenia pozytywna… Co przegapił? Co mu umknęło? Gdy z nią rozmawiał nie
było w niej niczego niepokojącego.
A może był po prostu przewrażliwiony? Przecież była pijana.
Ba, pijana to za mało powiedziane. Ale może było w tym coś jeszcze?
ROZDZIAŁ VII
Poranek był
wyjątkowo ciężki. Ledwo żywa Jones obudziła się w nieswoim łóżku. Poczuła
zapach otulającej ją pościeli i już wiedziała gdzie jest.
- Kawy?- zapytał kpiącym tonem Max.- Czy może coś
mocniejszego? A może sypnąć ci trzy łyżeczki?
- Tak, i sześć cukru. Tylko nie mieszaj, bo nie lubię
słodkiej- odparła zgryźliwie.- Ile ja wczoraj wypiłam?- Wciąż się nie ruszała.
- A ile pamiętasz?
- Pamiętam szampana, końcówkę Burbona i to by było na tyle.-
Przetarła siną ręką twarz i odgarnęła włosy.
- No to potem było jeszcze trochę wina i pół lita czystej. Z
gwinta.
- Żartujesz- wybałuszyła oczy.- Pozwoliliście mi pić czystą
prosto z butelki?!
- Pozwoliliśmy?! Rzuciłaś kieliszkiem mówiąc, że dzisiaj nie
bawisz się w drobnostki i żebyśmy dali ci flaszkę.
- Boże- mruknęła i zacisnęła powieki.- W życiu tyle w siebie
nie wlałam. Nie mówiąc o tym, że pamiętam wszystko tylko do momentu…wyzywania
was od…- zawiesiła głos, przypomniała sobie te wszystkie słowa, którymi
obrzuciła świat. Nawet nie wiedziała, że część z nich zna.- Możesz mi jeszcze
powiedzieć jedną rzecz? Dlaczego leżę u ciebie w łóżku w samej bieliźnie?-
spytała zażenowana.
- To historia na wieczór- uśmiechnął się chłopak.- Zaraz
przyjdą po mnie, więc będziesz musiała się obsłużyć. Wiesz gdzie co leży, a jak
będziesz wychodzić zamknij drzwi na klucz.
- Jak to przyjdą po ciebie- przeraziła się. To było dość
ciekawe zważając na to, że nie pamiętała ponad połowy wydarzeń z poprzedniego
wieczora.
- Mówiłem wczoraj, że mam coś do załatwienia. Będę pod
wieczór. A co, miałaś już nadzieję, nie?- droczył się, po czym rzucił w Jane
poduszką. Usłyszeli pukanie do drzwi.- Dobra, to ty trzeźwiej, a ja… No wiesz.
Wyszedł.
Jedyne, co przyszło jej do głowy to Co ja
nagadałam? Chociaż, przecież znali się nie od dziś. Chłopaki dobrze
wiedzieli, że nie pije. Co mogło się takiego dziać?
2 komentarze:
Hej :) Chcę tylko powiedzieć, że jest nowy rozdział na http://wilczyca-musi-umrzec.blogspot.com/ :)
Pozdrawiam, Nella
Hej ;) kiedyś tam napisałaś miły komentarz na moim blogu, a ja już wstawiłam kolejne rozdziały. Tak więc zapraszam.
Przeczytam tw bloga kiedy indziej bo taz muszę się skupić na pisaniu rozdziałów, wiesz, obmyślanie fabuły, charakteryzowanie postaci itd.. Poza tym i tak czytam za dużo blogów. Ale kiedyś jeszcze wpadnę ;)
Prześlij komentarz