czwartek, 26 grudnia 2013

ROZDZIAŁ VIII

No dobra, trochę się opieprzałam, ale... 




ROZDZIAŁ VIII


- Wydaje ci się, że mnie znasz! Tylko ci się wydaje- wykrzyczała mu prosto w twarz.- Nie masz prawa decydować za mnie, rozumiesz?! Wiesz co ja tam przeżyłam? Nie wiesz! Ty nic nie wiesz!- chłopak przyparł ją do wyjściowych drzwi. W końcu to jego terytorium.
Oparł rękę obok jej głowy. Spojrzał w tętniące wściekłością oczy, w których zbierały się łzy. Zbliżył się, ale na taka odległość, że mogła odwrócić głowę. Mogła wyjść w każdej chwili. Zostawić go tam. Być może właśnie dlatego tego nie zrobiła.
Teraz był jeszcze bliżej. Dziewczyna zesztywniała. Otworzyła wcześniej zaciśnięte usta. Jak on to zrobił? W jednej chwili chciała go zabić, a w drugiej zerwać z niego ubranie i… Jak? Jedyne czego teraz chciała, to poczuć jego smak. A on dobrze o tym wiedział. Nauczył się rozpoznawać reakcje kobiet na swoją osobę. Jak to mówią- doświadczenie.


***

Ociężała Janette zwlekła się z łóżka i poczłapała do kuchni.
Nadal stojąc w samej bieliźnie upijała kolejne łyki gorącej kawy. Jedyne co miała w głowie to białą przestrzeń. Pustkę. Nie była zdolna do niczego poza mechanicznymi ruchami powtarzanymi codziennie.
Dopiła Espresso, wzięła aspirynę, poszła do łazienki. Gdy zobaczyła w lustrze swoje odbicie, przestraszyła się.
Niesforne, buszujące loki pozbawione blasku. Podkrążone oczy bez wyrazu. Biała skóra i wysuszone usta, z których gdzieniegdzie sączyła się krew. Wyglądają jakby były pogryzione. Dziwne pomyślała, po czym wybuchła nieokiełznanym śmiechem przypominając sobie sytuację sprzed paru miesięcy. Momentu, gdy pijany Warr przez sen całował się z… psem sąsiadki. Na wspomnienie półprzytomnego chłopaka, który przeżywał chyba najbardziej namiętny pocałunek w życiu, nie mogła się opanować. Co jak co, ale jeśli chodzi o naprawdę głupie rzeczy, to ten człowiek był po prostu mistrzem.

            Szarpnęła za klamkę. Te cholerne drzwi znów żyły własnym życiem. Po paru próbach udało się. Przekręciła zamek, schowała klucze i udała się do swojego domu.
Ludzie dziwnie patrzyli na dziewczynę w typowo wieczorowej kreacji. Przed południem. W sobotę.
            Po gorącym prysznicu ubrała ulubione jeansy i biały t-shirt. Przypomniała sobie słowa ulubionej stylistki „najprostsze połączenia są najlepsze. Trzeba mieć klasę, by nosić zwykłe jeansowe spodnie, a do tego jeszcze zwyklejsze śnieżnobiałe shirty.” Uśmiechnęła się do siebie. Jestem kobietą z klasą! Albo Terminatorem z klasą- jakby powiedział Max.
Przypomniała sobie, że przecież ma jego klucze. A co jeśli on wróci szybciej? W końcu dochodziła czternasta, a miał wrócić popołudniu. Najrozsądniejszym wyjściem będzie pojechanie do mieszkania i grzeczne czekanie na właściciela. Ale ja? Grzeczna?

            Przyglądała się książkom na półkach regału. W pewnym momencie dostrzegła album. Usiadła na sofie przeglądając kolejne fotografie.
Państwo Collins. Ron, starszy brat Maksa. Jakaś dziewczynka. I znowu ona. Mała, drobna, jakby wychudzona. Kolejne zdjęcia. Jakieś wycinki gazet. „ Anna Collins, pięć lat… wypadek przy Wall Route. Trzy ofiary w tym jedna śmiertelna… Chłopcu i matce udało się przeżyć.” Kolejne napisy. Zdjęcia białej trumienki. Białe róże. Biały różaniec w kościstej dłoni. Na następnej stronie Max z tą dziewczynką. Mógł mieć wtedy co najwyżej dziesięć lat. Mieli identyczne rysy twarzy. Te same oczy. Wdzięczne, radosne. Czyli miał jeszcze siostrzyczkę.
Boże, co musiało czuć dziecko, które zamiast swojej ukochanej siostry, z dnia na dzień widzi tylko trumnę w ciemnym dole. Gdy z chwili na chwilę musi sobie uświadomić, że nigdy więcej nie usłyszy jej głosu, nie doświadczy jej zaczepek, radości czy nawet zwykłego dotyku. Po policzku Jane spłynęła łza.
- Co masz?- Słysząc za sobą zaciekawiony głos podskoczyła. Spojrzała za siebie.
- Tak mi przykro- wymamrotała ocierając stróżki łez z twarzy.
Nie zrozumiał. No tak, wszedł do swojego mieszkania, zastał płaczącą kobietę, którą kocha, a która mówi, że jej przykro. Jak to rozumieć?

Podszedł do niej. Usiadł obok, oparł głowę na jej ramieniu. Gdy zobaczył co przegląda, uśmiech momentalnie znikł z jego twarzy. Zmarszczył brwi, zacisnął powieki. Przybliżył się do niej i mocno przytulił. Siedzieli w całkowitej ciszy. 



___________________________________________________________________________
Dobra, to, zapewne jak się domyślacie, jeszcze nie koniec. 
W najbliższych dniach postaram się napisać dalsze części.
Pozdro&Ciao~Wasz Tasiorek

2 komentarze:

Unknown pisze...

Na moim blogu rozdział VII i VIII. Zapraszam
P.S. Przepraszam, że na razie nie przeczytałam twojego bloga, ale teraz mam strasznie mało czasu, bo praktycznie spędzam go na spaniu albo obmyślaniu fabuły kolejnych rozdziałów. Już niedługo skomentuję tego bloga ;)

Nella pisze...

Nowy, II rozdział na moim blogu :)
http://wilczyca-musi-umrzec.blogspot.com/

Zapraszam do przeczytania i wystawienia opinii! ^^

Pozdrawiam, Nella :)